
Bursztyn, z którym Hania się nie rozstawała
Podczas warsztatów w Muzeum Bursztynu przyniesiono niewielką bryłkę bursztynu. Ciemną, mocno zwietrzałą, miejscami spękaną. Razem z bursztynem przyszła historia.
„Znalazłam go podczas porządkowania mieszkania po zmarłej cioci Hani” – usłyszeliśmy. Po chwili padło jeszcze jedno zdanie: „Ciocia nigdy się z nim nie rozstawała”.
Podczas oględzin okazało się, że bryłka wykazuje cechy spotykane w bursztynach znajdowanych na terenach dzisiejszej Białorusi lub Ukrainy.

– Może tak być, bo ciocia Hania przed wojną mieszkała w Pińsku na Polesiu. Miała siedem lat, gdy po 17 września 1939 roku straciła rodziców. Trafiła do domu dziecka na Syberii. Kilka lat po wojnie wróciła do Polski i zamieszkała w Gdańsku – opowiedziała osoba, która przyniosła bursztyn.
W takich chwilach człowiek myśli jeszcze, że słucha historii o bursztynie. Dopiero później orientuje się, że bursztyn jest tu najmniej ważny.
Nie wiemy, skąd dokładnie pochodziła ta bryłka. Nie wiemy, kiedy trafiła do rąk cioci Hani. Może była tylko kawałkiem bursztynu. A może była czymś więcej. Bo kiedy siedmioletnie dziecko traci rodziców, dom i cały znany sobie świat, czasami znaczenia nabierają rzeczy, które dla innych pozostają zwyczajne. Może ta bryłka bursztynu przypominała miejsce. Może ludzi. Może czas sprzed wojny. Tego już nie da się ustalić.
Dzień Zaduszny przypomina, że pamięć rzadko mieszka w wielkich pomnikach. Znacznie częściej mieszka w małych rzeczach.
W pierścionku po babci.
W bransoletce po mamie.
W starej fotografii schowanej między kartkami książki.
Albo w niewielkiej bryłce bursztynu, z którą Hania nie rozstawała się przez całe życie.
Fot. Archiwum prywatne.

Bursztyn, z którym Hania się nie rozstawała

16 bursztynowych paciorków w grobie kobiety i dziecka
