
Jak żółte bursztyny zaprowadziły Zofię Chylak na Kurpie
Dziś wracamy do historii o „cackach”, „ognikach” i „kościakach”. O nazwach, którymi kurpiowscy bursztyniarze opisywali bursztyn. Ale wracamy do nich przez modę, a dokładniej przez kolor. Bo są piękne kolekcje, które zaczynają się od wielkich idei. Są też takie, które zaczynają się od odcienia żółci.
Motywem przewodnim letniej kolekcji Zofii Chylak był kolor. Jasny, żółty, letni. Projektantka przyznaje, że im dłużej pracowała nad tym odcieniem, tym bardziej przypominał jej bursztyn. Ten najjaśniejszy. Mleczny. Maślany. Rozświetlony. I właśnie ten kolor skierował jej uwagę ku Kurpiom i tradycjom związanym z bursztynem.

Bursztyn był na liście
„W moich poszukiwaniach polskich motywów i historii bursztyn był od dawna na liście” – mówi projektantka. To zdanie wydaje się niepozorne, ale dobrze opisuje los bursztynu we współczesnej modzie. Przez lata był obecny, a jednocześnie trochę nieobecny. Wszyscy wiedzieli, że istnieje. Niewielu wiedziało, co z nim zrobić. Jak wspomina Chylak, w dzieciństwie i młodości bursztyn wydawał jej się ciężki i bardzo staromodny. Nie w znaczeniu szlachetnie dawnym. W tym drugim znaczeniu. Tym mniej atrakcyjnym. Tym ciekawsze jest to, że właśnie do bursztynu wróciła. Nie po to, by go powtórzyć. Po to, by odczytać go na nowo.

Kobiety z Kurpi Zielonych
Punktem wyjścia stały się bursztynowe naszyjniki.
Takie, jakie przez pokolenia nosiły kobiety z Kurpi Zielonych. Wielosznurowe korale układające się kaskadowo i wiązane wstążkami. Na dawnych fotografiach widać je doskonale. Dziś patrzymy na nie jak na element stroju ludowego. Dla ich właścicielek były częścią codzienności. Oznaką statusu. Rodzinną pamiątką. Powodem do dumy. To właśnie ten sposób myślenia o bursztynie zainteresował projektantkę. Nie bursztyn jako ozdobę. Bursztyn jako historię.

Kurpiowscy mistrzowie
I wtedy pojawiają się państwo Konopkowie.
Stanisława Konopko i Tadeusz Konopko należą do ostatnich osób zajmujących się tradycyjną obróbką bursztynu na Kurpiach. To oni zaprosili projektantkę, by najnowsza kolekcja mogła zostać sfotografowana w miejscu związanym z tą tradycją. Takie spotkania mają swoją własną logikę. Jedzie się obejrzeć bursztyny i zrobić sesję. Wraca się z opowieścią o ludziach. Projektantka wspomina między innymi zapach bursztynu podczas szlifowania. Zapach tak charakterystyczny, że trudno go pomylić z czymkolwiek innym. Dawniej opiłki pozostałe po obróbce bursztynu bywały wykorzystywane jako kadzidło. To jeden z tych szczegółów, które zostają w pamięci na długo.

Chałki, koguty i bursztyn
Efektem tych poszukiwań są ręcznie wykonane kolczyki o kształcie chałek. Broszki „Kogut”, przedstawiające koguta z Kazimierza Dolnego. Jedwabne chusty ręcznie wykończone bursztynowymi koralikami. Nie są to cytaty z przeszłości. Nie są rekonstrukcją. To raczej próba rozmowy z tradycją.


A wszystko zaczęło się od koloru
Kolekcja Zofii Chylak nie odtwarza historycznego stroju kurpiowskiego. To połączenie współczesnej mody z historią lokalnego rzemiosła sprawiło, że kurpiowskie bursztyny stały się częścią nowej opowieści. Nie jako eksponat muzealny, ale jako źródło inspiracji dla współczesnego projektowania.
I może właśnie dlatego działa. Bo nie próbuje przekonywać, że przeszłość była piękniejsza. Pokazuje jedynie, że pewne rzeczy nie tracą znaczenia.

Kolory.
Przedmioty.
Historie.
A czasem nawet dawne słowa.
Takie jak cacko.
Takie jak kościak.
Takie jak żółty bursztyn.
Opracowano na podstawie materiałów autorskich Zofii Chylak przygotowanych do kolekcji Chylak / Wiosna Lato 2026 / Bursztyny
Fot. CHYLAK

Jak żółte bursztyny zaprowadziły Zofię Chylak na Kurpie

Cacko, kościak i kapuściak. Jak dawniej na Kurpiach opisywano bursztyn?
